wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 17

  Skończyłam jeść jogurta, gdy zawibrował mój telefon. Podniosłam go i przeczytałam smsa.
"Jestem przed domem, którędy mam wejść? "- uśmiechnęłam się na myśl że Lucas pomyślał o wejściu przez okno, bo napewno o tym pomyślał
"Drzwiami ;*  Tata śpi " -odpisałam
Wyrzuciłam kubeczek i pobiegłam do drzwi, gdy tylko pokazał się w nich Luck złożyłam na jego ustach długi pocałunek, który mi oddał. Gdy zaczął się odchylać przyciągnęłam go z powrotem do siebie za szlufki w spodniach. W chwili gdy mnie podniósł, obiełam go nogami. Dalej całując zaniósł mnie do pokoju i położył na łóżku. Gdy już się od siebie oderwaliśmy ciężko dysząc usiadłam obok Lucka.
- Za co to było? - uśmiechnął się.
- Nie wiem, przyszło z chwilą. - udając powagę wzruszyłam ramionami i pocałowałam go w nos.
- Okropna jesteś! - wycelował we mnie palcem.
- Ale i tak mnie kochasz. Prawda? - szepnęłam mu na ucho i zaczęłam chichotać , a on nagle złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie tak, że teraz na nim leżałam. Było ciemno, ale czułam że się uśmiecha. Pomału zbliżył swoje usta do moich, gdy w pokoju zapaliło się światło. W drzwiach stanął tata.
- Boże! Tato! - krzyknęłam i zeszłam z Lucasa- noc nie zwalnia cie z obowiązku pukania! - wkurzyłam się
- A ciebie nie zwalnia z reguły numer 3!- no tak, reguła nr. 3 "nie zapraszać do domu chłopców bez wiedzy dorosłych"
- Wyczułem Lucka nawet we śnie. - spojrzał na niego.
- Przepraszam, głupio wyszł.. - zaczął Luck
- Okay, nie przepraszaj Lucas przecież znamy się nie od dziś. Pogadajcie sobie, a później kłaść się spać. - spojrzałam zdezorientowana na Lucka, czy tata właśnie pozwolił nam razem spać? W tym samym czasie, jak na ironię losu tata na mnie spojrzał i tym samym rozwiał moje oczekiwania :
- Luck śpisz na kanapie rozumiem?- spytał dalej patrząc na mnie
- Tak, wiadomo - przytaknął
- Grzeczne dzieci.-zamyślił się tato . Po czym dodał - Jednak dobrze was wychowałem. - wyszedł i zamknął drzwi. Spojrzałam zdezorientowana na Lucka.
- Też to słyszałeś? - spytałam z szeroko otwartymi oczami - On nas wychował? - prychnęłam. Lucas podszedł i mnie objął.
-  Tak też to słyszałem, ale jedno najbardziej mnie martwi. - uśmiechnął się smutno.
- Co takiego? -
- Kiedy on pozwoli nam razem spać? - uniósł lekko kącik swoich ust, odsłaniając białe zęby. Zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam w usta.
- Nie wiem, ale na razie to musimy obgadać inną sprawę. - zaśmiałam się
- Mhm - mruknął

***

Ustaliliśmy, że pojedzie ze mną tylko David i Luck. Niestety nie mogłam zabrać ze sobą Jo ze względu na to że musiałby również z nami polecieć Josh, a to już za dużo osób. Jeśli coś stałoby się Jo, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła, ale tak samo by było z Davidem i Lucasem. Lecz oni byli doświadczonymi wampirami i z nimi będzie o wiele bezpieczniej. Szkołę postanowiłam po prostu olać. Pójdę w następnym roku, albo wrócę pod koniec marca. Zależy też jak nam pójdzie w poszukiwaniu matki. Chciałam wylecieć jeszcze dziś, więc kupiłam trzy bilety lotnicze do NY i zebrałam ważne informacje od taty na temat adresu itp.
O 17 bylam już na lotnisku z Luckiem, Davidem, tatą i Jo. Pożegnaliśmy się z nimi i wsiedliśmy do samolotu. Usadowiłam się między chłopakami.
- Luck, Dav a co jeśli nie uda nam się jej znaleźć? - spytałam rozpatrując najgorsze i najlepsze sytuacje.
- Wrócimy do domu -odrzekł Lucas
- I będziemy żyć długo i szczęśliwie-puścił oczko David.  Zaśmiałam się, bo w sumie co innego mielibyśmy zrobić? Rozpaczać? A może się cieszyć? Od natłoku myśli w pewnej chwili po prostu zasnęłam.
- Kotek, wstajemy. - usłyszałam szept Davida- Zaraz lądujemy. - przetarłam oczy i spojrzałam na telefon, była 19.
- Jeszcze raz nazwiesz ją kotkiem, to ci pokaże nawet lwa a nie kotka David - warknął Luck. A ja zaczęłam się śmiać. Nie mogłam opanować nagłego napadu śmiechu. To pewnie ze stresu. Im częściej zaczynałam myśleć o spotkaniu z mamą, tym bardziej się denerwowałam co było wyjaśnieniem głupawki. Pocałowałam obu chłopców w policzki.
- Katie dobrze się czujesz? - spytał Luck gładząc mnie po głowie.
- Nie - skrzywiłam się, a zaraz znowu trzęsłam się ze śmiechu.
- O kurcze. - David podniósł brwi.
Po chwili usłyszeliśmy głos stewardessy :
- Prosimy o cierpliwość, zaraz wysiadamy. -

***

Wsiedliśmy w taksówkę, która zawiozła nas pod sam hotel. Już zameldowani , zajęliśmy się szukaniem pokoju, ponieważ zarezerwowaliśmy tylko jeden pokój dla naszej trójki. Były w nim dwie sypialnie z telewizorem, salonik, kuchnia i łazienka. Nic nadzwyczajnego. Najlepsze było to że ja z Lucasem mieliśmy wspólną sypialnie, więc jego marzenia związane ze wspólnym snem niedługo się spełnią. Na samą myśl zrobiło mi się gorąco.
- Wszystko okay? - spytał David gdy wyszedł z łazienki, którą teraz zajął Luck.
- Tak, tak. - odpowiedziałam zbyt szybko - Po prostu myślałam o czymś.- przyznałam się
- Jesteś głodna? Może zrobić coś do jedzenia? - zapytał stojąc przy kanapie w samych bokserkach
- Jeśli nas nie otrujesz to rób. -puściłam mu oczko. Położyłam się na kanapie, a David poszedł do kuchni. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do taty, aby powiadomić go że już jesteśmy na miejscu. Kazał nam o siebie dbać i skończyliśmy gadać. Lucas wyszedł w końcu z toalety.
- No nareszcie, ile można siedzieć w kiblu ?- podniosłam ręce w celu okazania niedowierzania.
- Tak? I mówi ta która siedzi godzinę. - dał mi buziaka i poszedł do sypialni się przebrać. Wstałam i poszłam wziąść długą i odprężającą kąpiel. Gdy wyszłam z toalety, kolacja była już gotowa. Usiadłam do stołu i zajęłam się konsumpcją. Po jedzeniu David uparł się że umyje naczynia, więc poszłam do sypialni. Ubrałam krótkie, szare szorty i białą przewiewną bluzeczkę. Weszłam pod kołdrę. Za chwilę obok położył się Luck. Odwróciłam się w jego stronę.
- Zaraz będziemy po raz pierwszy spać w jednym łóżku Lucas.-szepnęłam
- Wiem. Katie tyle na to czekałem. - pocałował mnie w usta
- A na coś jeszcze czekasz? - położyłam głowę na jego torsie
- Tak, ale to w innym czasie - cmoknął mój nos i objął mnie swoimi silnymi ramionami. Mogłabym zawsze tak zasypiać. Czułam się bezpieczna i kochana, jak zawsze dzięki Lucasowi. Nigdy na mnie nie naciskał i zawsze był opiekuńczy. Za to kochałam go najbardziej.

Cześć kochani!!
Ponieważ widzę że jest mała aktywność na moim blogu to chciałbym abyście napisali np. w komentarzach czy mam dalej prowadzić tego bloga ;(
Jeszcze się sama nad tym zastanowię, i jak coś to szukajcie informacji w notkach.
Mam nadzieje, że rozdział Wam się spodobał ;**
SuSi PISARECZKA

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 16

  Znowu to się stało. Znowu traciłam do nich zaufanie. Już nie mam siły. Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Naprawdę czy tak trudno było Kevinowi powiedzieć mi prawdę, a może on nie wie, że wkrótce stanę się wampirem...  Lub hmm....że jest wilkołakiem. Mogłabym tak tu stać i się użalać i załamywać, ale to mi nic nie da. Zamierzam wziąść się w garść spotkać się z moją przyjaciółką, a potem wyjechać do matki. A co dalej ? Nie wiem... nie jestem jasnowidzem... chyba..
- Kevin! - zawołałam. David spojrzał na mnie, widziałam w jego oczach lęk.
- Co ty wyprawiasz? - spytał. Poklepałam go po ramieniu.
- Nic mu nie powiem. Słowo.- w tej chwili podszedł do nas Kevin, miałam nadzieję, że nic nie usłyszał.
- Tak ?- spojrzał na mnie. Pokazałam mu telefon.
- Jo zmieniła zdanie, mógłbyś mnie do niej zawieść, wiesz i tak nie przyjmuję odmowy, bo pamiętaj że jesteś moim prywatnym szoferem.- puściłam do niego oczko. Postanowiłam, iż będę przed nim grać, że nic nie wiem. Zobaczymy kiedy w końcu wyjawi mi swój sekret. Jeśli w ogóle o tym pomyśli, gdyż nie okłamujmy się, ale większość mężczyzn nie myśli. Kevin wziął mnie za rękę .
- Oczywiście, proszę tędy madame. uśmiechnął się i ruszyliśmy w stronę auta. Spojrzałam przez ramię na Davida. Był zaniepokojony.

***

    -Dziękuję - zmusiłam się na uśmiech, gdy podjechaliśmy pod dom Jo.
- Spoko, pamiętaj że możesz na mnie zawsze liczyć. - kiwnęłam głową i pomału wyszłam z auta. Spojrzałam Kevinowi w oczy.
- Kevin jesteś super kolegą itd. ale nie możemy się przyjaźnić. Nie powinieneś patrzeć w przeszłość która była piękna. To koniec.- zamknęłam drzwi i wbiegłam do domu przyjaciółki. Czułam się jak chamska, porąbana dziewczyna, ale tak będzie lepiej. Nie mogę trzymać z Kevinem, to wilkołak. Nie ważne, że jest w tej samej grupie w szkole co ja i powinniśmy się przyjaźnić, ale wilkołaki i wampiry od wieków za sobą nie przepadają, dlatego moje życie jest ważniejsze - muszę to sobie powtarzać.
- Kate !- Jo przytuliła mnie z całej siły. - Jak ja tęskniłam - kiedyś spotykałyśmy się codziennie. W sumie to jeszcze nie dawno.
- Ja też, ale muszę coś ci powiedzieć.- nie wiedziałam jak Jo zareaguje na wieść o wyjeździe, ale musiałam przygotować się na najgorsze. Spojrzała mi w oczy.
- Mów kochana, a ha zrobię ci herbatkę- usiadłam na kanapie.Jo wzięła do rąk czajnik, który upuściła, gdy powiedziałam :
- Wyjeżdżam jutro do Nowego Jorku. -spojrzała na mnie poważnie
- Po co? -
- Znaleźć mamę. -
- Słucham? Przecież Katrina.. -
- Nie jest moją mamą - dokończyłam. Jo usiadła obok mnie i kazała mi wszystko jej wyjaśnić,więc opowiedziałam jej ze szczegółami o mojej rozmowie z tatą. Zakryła twarz rękoma.
- To niemożliwe - pokiwała z niedowierzaniem głową.
- A jednak. - objęła mnie mocno
- Jadę z Tobą kochanie. - wiedziałam że tak będzie, Jo nigdy nie zostawiłaby mnie samej z czymś takim. To była moja prawdziwa przyjaciółka. Nigdy takiej nigdzie nie znajdę. Ale było jedno a w sumie dwa "ale" :
- A co ze szkołą i Johnem? -
- Oj tam, aby pójść do szkoły mam jeszcze wieczność, a John pojedzie z nami. - odparła bez wahania.
- Kocham Cię Jo. - pocałowałam ją w policzek.
- Przecież wiem. Mnie każdy kocha.- zaczęłyśmy się śmiać.

***

Postanowiłam również przebaczyć tacie. Kochałam go i nie mogłam cały czas się z nim kłócić. Zależało mu na mnie,bo byłam jego córką a mi na nim,bo był moim ojcem.
- Nie możesz ich wszystkich ze sobą zabrać, to będzie niebezpieczne. Ochroniarze twojej matki nie wpuszczą do niej kogoś obcego,bo ona jest przywódcą.- oznajmił tata, gdy opowiedziałam mu o swoich planach związanych z wyjazdem do Nowego Jorku.
- Oni nie są obcy. - byłam zła że tata uważał moich przyjaciół za nieznajomych ludzi, ale jeszcze bardziej denerwowała mnie myśl, że moja mama mogła uznać ich za obcych. Chyba bym tego nie zniosła.
- Ale dla nich są. Skarbie, wiem że to twoi przyjaciele, dlatego chcę żeby nic im się nie stało,bo wiem jak ci na nich zależy.- w głębi duszy, widziałam że tata również traktuje ich jako swoich przyjaciół. Znał ich już na tyle długo by im ufać.
- To polecę sama, dobrze? - spytałam, choć widziałam że on się na to nie zgodzi.
- Nie możesz lecieć tam sama! - wiedziałam..
- No to o co ci chodzi tato, sam sobie zaprzeczasz! Boże, daj mi godzinę pomyślę i wrócę do ciebie to dokończymy rozmowę.- pobiegłam do swojego pokoju. Katrina dowiedziała się o mojej wcześniejszej kłótni z tatą, więc pojechała do babci (mamy taty) z dziećmi, aby dać nam z tatą trochę czasu. Tylko nie wiem na co... Na kłótnie?
Przez dwie godziny myślałam nad odpowiednim wyjściu, lecz nic dobrego nie mogłam wymyślić. Postanowiłam iść spać, ale to też mi nie wyszło. Usiadłam i wzięłam telefon do ręki. Chyba wpadłam na najlepszy pomysł tej, w sumie już nocy.

***

- Zaraz będę - zadecydowałem, gdy Katie zadzwoniła do mnie prosząc o radę w podjęciu decyzji. Nie ważne że była druga nad ranem i mnie obudziła, dla niej zrobiłbym wszystko. Szybko wstałem, ubrałem czarne dżinsy i szary t-shirt. Narzuciłem na siebie czarną, zapinaną bluze z kapturem i nałożyłem adidasy. Sprawdziłem czy mama i siostra śpią , na moje szczęście obie cichutko chrapały w swoich łóżkach. O tatę nie musiałem się martwić, gdyż nie wrócił jeszcze z delegacji. Był architektem i praktycznie w domu nigdy go nie było. Postanowiłem wyjść normalnie drzwiami. Wątpię żeby mama robiła mi awanturę, dlatego że chcę pomóc Katie. Sama bardzo ją lubiła i akceptowała nasz związek. Wsiadłem do audi R8 i ruszyłem z podjazdu.


      Hej! I jak? Wiem,, ten rozdział miał być już dawno, ale nie wyszło. Już bardzo dawno zaczęłam go pisać, ale wyjeżdżałam dużo na wakacje itd. Nawet teraz skończyłam ten rozdział leżąc nad morzem xD
Dziękuję za przeczytanie,pamiętaj zostaw po sobie ślad :*
Pozdrawiam. Życzę udanych i gorących wakacji :D
SuSi PISARECZKA

czwartek, 25 czerwca 2015

Rozdział 15

   Wybiegłam za Lucasem. Nie wiem co mu odbiło. Stał oparty rękoma o swój samochód i miał spuszczoną głowę. Pomału do niego podeszłam.
- Luck, przepraszam jeśli cię to wkurzyło i jesteś zły, ale co ty byś zrobił na moim miejscu. Zrozum mnie, ja... - nie skończyłam, gdy on nagle znalazł się obok i mnie objął.
- Nie jestem zły, Katie. Ja ... ja się boję o ciebie, boję się że będziesz chciała tam zostać i mnie opuścisz. Rozumiem Cię. - zaczął... płakać? Wytarłam jego policzek ręką.
- Z tego co wiem to wampiry i chłopacy nie płaczą - uśmiechnęłam się i zobaczyłam jego krzywy uśmieszek. Ktoś mógłby sobie pomyśleć, że łzy Lucka to oznaka jego słabości, ale nie ja. Ja uważam, że jest to oznaka miłości i oddania,ponieważ są to łzy nie jakiegoś tam chłopaka, czy tam wampira, tylko tego którego kocham. Przytuliłam go mocniej, bo uświadomiłam sobie w tej chwili, że wcale nie chcę go opuszczać. Potrzebuję go i to bardzo.
- Nie zostawię Cię. Jak mogłabym uciec od kogoś kogo kocham?- Luck skrzywił się. Jeju czemu jestem taka głupia. Przecież chciałam zostawić i uciec od mojego taty. Kurcze, nie dobrze.
- Wiem, nie tłumacz się. Wiem, że to nie tak miało znaczyć. Znam Cię Katie.- myślałam że padnę. On wiedział o mnie wszystko. Wzięłam delikatnie jego twarz w dłonie i pocałowałam w usta. W jego usta, które zawsze były i będą moje.
- Muszę jechać do parku, umówiłam się z Jo. - powiedziałam po pewnym czasie.
-Zawieźć cie? - spytał życzliwie.
- Nie, dziękuję. Zadzwonię po Kevina muszę z nim pogadać. -
- No, okay. Rozumiem - dał mi całusa w policzek.
                               ***
- Cieszę się że po mnie zadzwoniłaś. - spojrzał na mnie Kev. - W sumie, to tak działa mój urok. Dziewczyny nawet jak nie chcą to dzwonią. - dał mi kuksańca. Uśmiechnęłam się.
- Przestań bo zaraz wyskoczę z tego cudeńka, a wcale nie chcę. - pogładziłam mięciutką skórę,z której były siedzenia- chociaż nie, mam lepsze. - pokazałam mu język.
- Dobra, sory. Siedź tu i nigdzie mi nie wyskakuj, bo jeszcze mnie oskarżą o zabójstwo i co z tego będzie? Stracę tylko swoją dobrą reputację. - ohh... Kevin, Kevin i jeszcze raz Kevin.
###
Szliśmy w stronę fontann, gdy nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu. Zaczęłam po mału się obracać.
- Czy ktoś zamawiał kawusie? - David uśmiechnął się trzymając dwa kubeczki z kawą.
- Ja na pewno nie. - skwitował Kevin. Zobaczyłam że David się skrzywił.
- Kate, chodź na słówko. - pokazał mi skinieniem drzewo i podał napój.
Stanęliśmy w cieniu pod wielkim bukiem.
- Co ty z nim kombinujesz? - spytał ostrym tonem.
- Hey, David też się cieszę że Cię widzę.- odpowiedziałam z uśmiechem i zarzuciłam mu ręce na szyję i dałam całuska w policzek. Uśmiechnął się.
- Tak, jesteś słodka, ale powiedz mi co on tu robi? -
- Przywiózł mnie, co w tym złego? -
- Byłaś z nim sama w aucie? - nie wiedziałam kompletnie o co mu chodzi. Zachowywał się jakoś dziwnie. Jak nie on. Dobra, zawsze był opiekuńczy itd, no ale bez przesady. Chyba Kevin by mnie nie wywiózł do lasu, nie?
- Kurde David o co chodzi?- Już nie mogłam wytrzymać.
- On... - spuścił wzrok - On jest wilkołakiem. - zdjęłam ręce z jego ramion i zakryłam nimi usta. Zawibrował mój telefon. Sms.

Zmieniałam zdanie spotkajmy się u mnie za 15min.
Kocham,
Jo.

Boże! O co w tym wszystkim chodzi ?

I jak wam się podoba? Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, ale rozdział pisany na telefonie.
Dziękuję za przeczytanie.
Wszystkie komentarze mile widziane.
Buziaki ;*
SuSi PISARECZKA

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 14

    Byłam u Lucasa w domu. Jego pokój był bardzo przestrzenny i miał ściany pomalowane na szaro. Na czarnej półce z książkami stało mnóstwo naszych,wspólnych zdjęć. Uwielbiałam tu być. Siedziałam na czarnym, wodnym łóżku Lucka, piłam kakao i jadłam bułkę z dżemem.
- Chcesz coś jeszcze? - spytał Lucas z uśmiechem.
- Nie rozumiem co w tym takiego śmiesznego. - prychnęłam. To już nie można być głodnym. Ach te wampiry...
- Nie ma w tym nic śmiesznego. - pocałował mnie w czoło opierając się z całej siły rękoma o moje kolana. Prawie upuściłam kubek.
- Przestań grubasie, bo wyleję !- cofnął się wyjął mi z rąk kubek i talerzyk i postawił na biurku. Miałam ochotę pacnąć go w czoło.
- Ej no Luck, ja jem. - położył się obok mnie.Wziął moją rękę i zaczął kreślić na niej niewidzialne kształty. Za nic nie rozumiałam jego zachowania. Pewnie znowu sobie ze mnie żartował. Widząc moje pytające spojrzenie powiedział :
- Chcę z tobą porozmawiać. - spojrzał na sufit.
- O co chodzi? - przysunęłam się do niego i przytuliłam. Nie czułam bicia serca i choć powinno mi się to zdawać normalne, to było dziwne. Niedługo i moje się zatrzyma, ale nie myślałam o tym za wiele. Co ma być to będzie,więc postanowiłam żyć chwilą.
- My nie mamy wyboru, to jest nie fair.- powiedział z niezadowoleniem. Wiedziałam, że chodziło mu o dziedziczenie wampiryzmu. On nie chciał być wampirem, ale już się do tego przyzwyczaił.
- Nie wiem co powiedzieć. W sumie to sama do końca nie wiem, czy chcę być taka jak wy. - zdałam sobie sprawę, że mogło go to urazić. Poczułam się głupio. - Przepraszam, nie o to mi chodziło - Luck położył delikatnie swoją rękę na moim policzku, odwrócił mi twarz w jego stronę i pocałował.
- Przecież wiem, nie jestem głupi. - pogłaskał mnie po podbródku. Zaśmiałam się.
- A co to miało być? Czyżbyś wątpiła w moją inteligencję? - właśnie miał mnie pocałować, kiedy zadzwonił mój telefon. Podniosłam szybko głowę i uderzyliśmy się w czoła.
- Ałłć. - Luck złapał się za głowę. - Idę po lód. - kochany mój, lepiej żeby pobiegł szybko zanim wyrośnie mi guz. Dzwonek ustał. Wzięłam telefon.
Nieodebrane połączenie od Jo.
Jo! Odezwała się. Szybko wybrałam jej numer.
- Halo! Kate? - odebrała po 2 sygnale
- Cześć Jo, posłuchaj mnie. Nawet nie wiesz jak mi przykro z tego powodu jak się zachowałam. Przepraszam, przepraszam, przepraszam. - 
- Rozumiem, też tak zareagowałam, gdy się dowiedziałam kim jestem. - czyli to prawda moja przyjaciółka również była wampirem.  - Przyjmuję przeprosiny. - kamień spadł mi z serca. - Musimy się spotkać. Może jutro w parku? - zaproponowała
- A może dziś? Nie mam za dużo czasu. - od zawsze lubiłam wychodzić gdzieś z Jo. Jak byłyśmy małe to robiłyśmy sobie z ludzi żarty, wolałyśmy ich, rzucałyśmy kwiatkami itd. Robiłyśmy wszytko, co tylko przyszło nam do tych głupich siedmioletnich główek.
- Dobrze?- usłyszałam w jej głosie wątpliwość, coś w stylu "okej,nie wiem o co chodzi, ale i tak to z ciebie wyciągnę"- A i nie zapomnij o swoich dwóch lalusiach.- cisza -Chodzi mi o Davida i Kevina. Kazali mi cię pozdrowić. Więc pewnie chcą żebyś się do nich odezwała. - czyli jednak się na mnie nie gniewają.
- Kochana, muszę kończyć. Do zobaczenia! Kocham Cię- rzuciłam, gdy do pokoju wszedł Lucas. Usiadł obok  i podał mi woreczek lodu.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. Po pewnym czasie odezwał się Luck :
- Zdradzasz mnie? - spytał. Uniosłam brwi i zaśmiałam się:
- Nie! - cisnęłam w niego lodem.


***


Katie siedziała z moją mamą przy stole i rozmawiały zawzięcie o ich ulubionym filmie gdzie grał oczywiście Brad Pitt, a ja robiłem sobie kawę.
- Misiu co zamierzasz teraz robić, wiesz jak dowiedziałaś się kim jesteś? Jak coś ja zawsze służę pomocą! - rozgadała się mama. Nabierałem na łyżeczkę cukru kiedy Katie odpowiedziała :
- Wyjeżdżam do Nowego Jorku szukać mamy.- rozsypałem małe kryształki po całym blacie. Nie, to nie możliwe,chyba się przesłyszałem.
- Och .- jęknęła mama kiedy to zobaczyła. Zostawiłem tą cholerną kawę i podszedłem do nich. Oparłem się o stół.
- Jadę z tobą.- zadecydowałem
- Luck..- zaczęła
- Nie próbuj się ze mną kłócić!- powiedziałem stanowczo. A gdy tylko poczułem,że Kate nie ma zamiaru ustąpić, wyszedłem na dwór.


***


Może nie powinnam tego mówić przy Lucku. Nie chciałam go w to mieszać. Ma swoje życie,a ja nie chcę czuć się jak małe dziecko, które wiecznie potrzebuje opieki. Umiem sama wsiąść w samolot i znaleźć matkę. Chociaż może jego obecność dodałaby mi otuchy?
- Dziękuję Pani Doolb, ale muszę już iść. - pokazałam na drzwi.
- Jasne, powodzenia i do zobaczenia kochanie. - przytuliła mnie.








I jak ?
Kurde, wiem że krótkie, ale jakoś po tej przerwie
mam tyle myśli, że nie wiem o czym najpierw napisać,
więc na razie będzie wszystko takie dziwne.
Mam nadzieję, że później
się ułoży ;D
www.swiatdoniczego.blogspot.com
Pozdrawiam,
SuSi PISARECZKA

środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział 13


    Wyszliśmy z auta.
- Lucas przyjdziesz do nas? - spytałam
- Jasne, czemu nie. - wysiadł i zamknął samochód. Szliśmy w stronę domu, gdy Tobias nagle mnie przytulił.
- Proszę, nie mówmy im tego, a obiecuję, że nigdy więcej nie zrobię niczego podobnego. - powiedział ochrypłym głosem.
- Tobias, nie powinniśmy nic ukrywać przed rodzicami. - Lucas spojrzał na mnie spod zmarszczonych brwi. Dostałam wyrzutów sumienia. Zataiłam sama przecież przed ojcem, że wiem kim jestem.
- Proszę. - Tobias spojrzał mi w oczy. Odwróciłam wzrok.
- Dobrze. Ale robię to tylko dlatego że Cię kocham. - pogłaskałam brata po włosach.
- Ja ciebie też. - mruknął Luck
- Haha to nie było do ciebie skarbie, ale ciebie też kocham. - puściłam Tobiego, podeszłam do Lucasa i pocałowałam go lekko, a on oddał mi równie wspaniały pocałunek.
- Jezu proszę was przestańcie się ślinić fuu!!-
Weszliśmy do domu. Zdjeliśmy buty, Tobias pobiegł na górę, a ja razem z Lucasem poszliśmy do kuchni gdzie zastaliśmy tatę czytającego gazetę.
- Cześć - przywitał nas
- Dzień dobry. - Lucas podał mu rękę
- Hej tato, a gdzie mama? -spytałam
- Usypia Lisę w jej pokoju.-
"Porozmawiaj z nim" rozkazał mi głos. Bałam się tej rozmowy, ale chciałam mieć ją już za sobą.
- Tato musimy pogadać. - spojrzałam na Lucka
- To ja pomogę Tobiasowi w lekcjach.- mrugnął do mnie i poszedł na górę.
- Siadaj - tata wskazał na krzesło. Usiadłam. - Więc o czym chcesz pogadać? - 
- O mnie - spojrzał pytająco. - O tym kim lub czym jestem. - odłożył gazetę i zdjął okulary.
- Od kogo o tym wiesz? -
- Nie ważne. - westchnęłam - Powiedz czemu mi nie powiedziałeś, że jesteś wampirem a ja dhampirem? - zaśmiał się
- Kate, ty nie jesteś dhampirem. - 
- Co? -
- Kochanie, jesteś 100%-owym wampirem. To znaczy jeszcze nie, ale niedługo. Ja ci pomogę przez to przejść. Jeśli o to się martwisz. -
- Zaraz, zaraz. To nie możliwe przecież mama jest człowiekiem. - wziął mnie za rękę.
- Kate, Katrina nie jest twoją biologiczną matką. -
- To nie możliwe!- krzyknęłam
- Ma na imię Bethany. Jest tak samo piękna jak ty. Jeju nawet nie wiesz jak jesteście do siebie podobne. - coś ścisnęło mnie za gardło. Tyle rzeczy tata ukrywał przede mną. Okłamywali mnie! Przez całe życie nazywałam Katrinę moją mamą, jak mam teraz do niej mówić?
- A Tobias i Lisa? -
- Urodzili się o parę lat później od ciebie, gdy byłem już z Katriną. To ona jest ich matką. Są twoim rodzeństwem po mnie, ale po innej matce. - zbierało mi się na płacz.- Już dawno chciałem Ci o tym powiedzieć. - 
- To trzeba było. Ona żyje prawda? - szepnęłam
- Bethany? -  zamyślił się - Tak żyje. -
- Gdzie jest? -
- Kate... -
- Gdzie? -
- W Nowym Jorku. -
- Czemu się rozstaliście? -
- Proszę Cię. -
- Czemu? -
- Nie chciałem żyć już jako wampir. Chciałem być normalnym człowiekiem. W Nowym Jorku jest główny, największy klan i siedziba wampirów.Ona nie mogła porzucić swojej rodziny, a ja nikogo tam nie miałem. Więc gdy była na polowaniu to zabrałem ciebie i wyjechałem. - poczułam jednocześnie żal i wzbierającą się we mnie złość.
- Tato, czemu mi nie mówiłeś? -
- Myślałem, że gorzej na tą wiadomość zareagujesz. Bałem się. - przyznał
Zapadła cisza.
Strzepnęłam ze stołu parę okruchów.
- Mogę ci zadać parę pytań? - spytałam i spojrzałam na tatę. Miał ciemne, duże oczy, brązowe włosy, jasną karnację i muskularną budowę. W pewnym stopniu byliśmy do siebie podobni, ale nie do końca.
- Mów. -
- Skoro Katrina jest człowiekiem to znaczy, że Tobias i Lisa są dhampirami? -
- Tobias tak, Lisa nie zaraziła się wampiryzmem. W naszej rodzinie wampiryzm jest dziedziczony po rodzicach, a nie pośmiertnie. Plus tego jest taki, że nasze ciało nie jest zimne. -
- Co? - spytałam nie rozumiejąc słów taty.
- Czyli, że nie musisz umrzeć, żeby być wampirem. -
- A to fajnie .- rzuciłam sarkastycznie- Kim jesteś dla Lucasa, że możesz mu rozkazywać? - zapytałam ni z tego, ni z owego.
- Ty wiesz, że Lucas jest taki sam jak my ?-
- Tak wiem. - Luck był wampirem, był zawsze ciepły, więc musiał też odziedziczyć wampiryzm po rodzicach. Wnioskując z jego wieku, przeszedł już przemianę. Ale co miał wspólnego z moim tatą?
- Jestem najlepszym i najbardziej doświadczonym wampirem w Londynie, dlatego mianowano mnie na przywódcę Londyńskiego klanu wampirów, a Lucas do niego należy. I po prostu chce być mi posłuszny. Nic więcej.- zatkało mnie. Mój tata dowódcą wampirów? No nieźle.
- Nic więcej ?! Tato, czy nie po to wyjechałeś z Nowego Jorku, żeby być człowiekiem?-
- Tak, ale tu jest inaczej, bo..-
- Dobra, starczy, nie wnikajmy!- uciszyłam go ręką. - Wiesz, myślałam, że jesteś spoko.- wzięłam jabłko z dużej misy.- Jak widać myliłam się .- Ugryzłam owoc. - Czy Katrina w ogóle wie kim jesteśmy? -krzyknęłam,odwróciłam się i poszłam na górę
- Wie! Kate! Wracaj! Nie skończyłem!- krzyknął za mną tato. Zbyłam jego wołanie. Miałam dosyć gadania.
Nagle stanął przy mnie Luck.
- Jedziemy stąd? - objął mnie. Od razu przestałam się gniewać na tatę i wszystkich innych. Przy Lucasie zawsze tak miałam. Czułam się bezpieczna i kochana.
- Jak ty mnie dobrze znasz. - pocałowałam go w policzek - Marzę o tym, żeby stąd już jechać.-
Tata widział nas jak wychodzimy.
- Do widzenia. - pożegnał się Luck.
- Pa Lucas ! Cześć Kate ! - spojrzałam na niego i nic nie powiedziałam.






Hey,
Jak Wam się podoba ?
Wiem, jakiś taki melancholijny ten rozdział.
Tak wyszło xD
Zachęcam do komentowania i obserwowania.
http://swiatdoniczego.blogspot.com/
Pozdrawiam ;*
SuSi PISARECZKA

Rozdział 12

05.01.2019r.

    Wstałam, zarzuciłam na siebie szlafrok i zeszłam na dół. Umyłam zęby i poczłapałam do kuchni. Do lodówki była przyklejona karteczka:
" Zjadłem na śniadanie płatki, a teraz gdy to czytasz to na pewno jadę już autobusem do szkoły. Nie musisz po mnie przyjeżdżać, jakoś wrócę.
Tobias ☺"
-To po niego pojadę- pomyślałam sobie.
Jaka, kochana siostra nie zrobi swojemu rodzeństwu na złość ?
No właśnie, żadna.
Wstawiłam wodę na kawę, włączyłam radio. Przypomniałam sobie o mojej najlepszej przyjaciółce i o tym że jeszcze jej nie przeprosiłam,więc pobiegłam do mojego pokoju, wzięłam z szafeczki mój telefon i wybrałam numer Jo :
- Hej tu Jo. Nie mogę teraz rozmawiać, zadzwoń później. -
Byłam zawiedziona, że gdy zebrałam się na to, aby przeprosić moją przyjaciółkę los mi przeszkodził.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
- Już otwieram !- krzyknęłam. Pobiegłam do lustra rozpuściłam włosy i otworzyłam drzwi.
- Lucas, hej! Co ty tu robisz? - spytałam zaskoczona.
- Myślałem, że się ucieszysz z mojej wizyty. Jeśli chcesz mogę pójść.- zrobił krok w tył. Złapałam go za rękę. Chciałam żeby został.
- Cieszę się, ale jestem zaskoczona, bo powinieneś być w szkole. -
- Ty nie idziesz, więc ja też się tam nie wybieram. - przepchnął się obok mnie i wszedł do środka. Zamknęłam drzwi i odwróciłam się w jego stronę. Miał na sobie czarne, opięte dżinsy, białe adidasy i szarą, cienką bluzkę z krótkim rękawem. W czasach, w których teraz żyjemy zima i jesień są praktycznie takie same jak lato, różnią się może jedynie tym iż częściej pada deszcz. O śniegu nie ma mowy. Ostatni raz śnieg padał 4 lata temu. Na taką całkowitą zmianę klimatu wpłynął człowiek. 
- Skąd wiesz, że nie idę dziś do szkoły? -spytałam
- Twój tata do mnie dzwonił i mi powiedział, że jeszcze nie wrócili z twoją mamą ze szpitala i jesteś w domu. Dlatego też postanowiłem wpaść. - wytłumaczył
- Od kiedy masz tak dobre kontakty z moim tatą? - zdziwiłam się, ponieważ nigdy tata nie dogadywał się z Lucasem.
- Od kiedy zaczęła się twoja przemiana. - przeczesał ręką włosy i spojrzał mi w oczy - Każe mi cię pilnować. - czekał na moją reakcję. Ale ja pokiwałam tylko z niedowierzaniem głową.
- Aha, czyli to już się zaczęło? - mruknęłam.
- Kate - 
- Myślałam, że sam do mnie przyjechałeś. Myślałam, że się po prostu o mnie martwisz, ale jak widzę teraz nasz związek opiera się jedynie na rozkazach mojego taty. - strasznie nie chciałam aby tak było. Widziałam, że Luck nie robi tego wszystkiego tylko dlatego że mu każe mój tata. Wiem, że on mnie kocha tak samo jak ja jego.
- Wcale, że nie. Nie mów tak. - poprosił
- A wogóle to kim jest mój tata, żeby mógł ci rozkazywać? - spytałam na poważnie. 
- Lepiej o tym to znim pogadaj. -
- Nie. -
- On nie wie, że Ty wiesz kim jesteś, prawda? Nie rozmawiałaś z nim? Katie! - 
- Nie wie. Nie gadałam z nim. Nie miałam czasu. - przyznałam się ze skruchą. - Chcesz kawę? - spytałam podając mu czarną kawę, a sobie zrobiłam z mlekiem.
- Nie kłóćmy się więcej, proszę. - dał mi buziaka w policzek. 
- Mhm - poczochrałam jego włosy.- Pojedziesz ze mną po Tobiasa? - spytałam
- O której? - 
- Dziś kończy o 14.-
- Nie. - zamurowało mnie.
- Co? - rozszerzyłam oczy.
Podszedł i objął mnie w talii.
- Tak za nic? - wzruszył ramionami.
- A za co? - uśmiechnęłam się. Jak ja go uwielbiałam. Byłam największą szczęściarą na całym świecie, że Lucas był moim chłopakiem.
- Wiesz - założył mi włosy za ucho- Im dalej chcesz jechać, tym więcej musisz zapłacić. - uśmiechnął się.
- Mogłam się nie pytać. -mruknęłam
Zaśmiał się, przyciągnął mnie bliżej do siebie i szepnął do ucha
- Mogłaś. -


                                ***


- Stój. - powiedziałam widząc małą grupkę chłopców przy supermarkecie, obok którego przejeżdżaliśmy.
- Czy to.? - zapytał, ale nie skończył. Ja też nie chciałabym żeby to był on. Luck wjechał na parking i wyłączył silnik. Wyszłam z auta i pobiegła do chłopaków. 
- Tobias?! -krzyknęłam z niedowierzaniem,widząc mojego 13-sto letniego brata z jakimś skrętem w ręku.
- Kate? Co ty ru robisz? - wyszczerzył oczy.
- A co ty tu do cholery robisz? Ja jadę z Lucasem po ciebie do szkoły a ty gówniarzu palisz jakieś zielsko z e starszymi palantami! - spojrzałam na jego towarzystwo. Dwóch blondów około 17 i trzech brunetów w moim wieku.
- Ej lala, spokojnie. - odezwał się blondyn w niebieskiej bluzie z napisem "palić zioło jest wesoło". Wesoło to mu na prawdę będzie, jak ja powiem o paleniu jego nauczycielowi.- Jak chcesz, to tobie też możemy dać. - wybełkotał
- Czy ty wogóle słyszysz co wygadujesz człowieku?! - pokręciłam z niedowierzaniem głową -  Tobias do samochodu!-wzięłam brata za łokieć.
- Nigdzie nie idę. - wywinął mi się
- Młody do auta. - warknął Luck
Tobias wyrzucił peta i usiadł z tyłu. Nikt się nie odzywał, gdy ja nagle wybuchłam placzem. 
- Ja nie wierzę, to niemożliwe!-powiedziałam łkając.- Mam już dość, czy ja nie mogę mieć jednego normalnego dnia?. - pokręciłam głową - Tobias co ci odwaliło ? Jak ja to powiem rodzicom? - brat się nie odzywał. Luck położył swoją rękę na moim udzie :
- Sam im powie.-



Hey, 
I jak? 
Długo nie było, wiem.
I przepraszam.
Pozdrawiam , 
SuSi PISARECZKA

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 11

    Rzuciłam na ziemie torbę. Weszłam do salonu. Na kanapie siedział Tobias.
- Tobi, co się stało ?- spytałam z przerażeniem brata.
- Li.. Li.. Lisa dostała drga.. drgawek, a ja sie.. siedziałem obok. - Co mu do cholery się stało ? Wyglądał jak trup, był cały biały. Podniósł ręce i zakrył w nich twarz. Miał dziwnie, lekko żółte paznokcie i palce.
- Siedź tu, będzie dobrze. - poprosiłam go.
Pobiegłam na górę do pokoju siostry. Tata siedział na podłodze i trzymał łkającą Lisę, a mama klęczała i moczyła w misce z wodą chustkę, którą przykładała do główki dziewczynki.
- Kate dzwoń po karetkę, szybko !- krzyknęła mama.
Zrobiło mi się duszno.
Było źle.
Wbiegłam do przedpokoju, wzięłam torbę i wyciągnęłam z niej telefon. Spojrzałam na wyświetlacz :
"Masz nieodebranych 11 połączeń"
Wybrałam numer 112
- Halo !- krzyknęłam do słuchawki
- Dzień dobry - odpowiedział młody, kobiecy głos
- Szybko, trzy letnia dziewczynka ma 40 stopni gorączki i drgawki . Maple Street-
- Karetka już w drodze. -rozłączyłam się
Płacz Lisy ustał.
Wbiegłam na górę.
Mama była przerażona, a tata szeptał
- Szybciej, tracimy ją. Szybciej .- myślałam, że to już koniec. Łzy poleciały mi po policzkach jak wodospad, gdy do domu nagle wbiegli ratownicy z pogotowia.
Krzątali się, biegali coś krzyczeli.
Słyszałam jak tata coś do mnie krzyczał. Zsunęłam się po ścianie na ziemie. Zobaczyłam rozmazaną sylwetkę, która szła w moją stronę, a później ciemność.



***


- Cześć Lucas  - usłyszałem w słuchawce głos taty Katie
- Dzień dobry Panie Clarke -
- Kate, Tobias, Katrina, Lisa i ja jesteśmy w szpitalu. -
- Co się stało ?- od razu pomyślałem, że coś mogło się stać Katie
- Myślę, że ktoś mógł otruć Lisę.- odchrząknął- Mam prośbę, czy mógłbyś przyjechać po Kate i Tobiasa i odwieść ich do domu? -spytał
- Jasne. - pobiegłem na przedpokój, wziąłem kurtkę.
- Lucas, dziękuję -
- Na prawdę nie ma za co.- rozłączyłem się. Wyszedłem z domu, wsiadłem do Audi R8 i wyjechałem.



***


Obudziłam się na twardym krześle w szpitalu. Zerwałam się na nogi.
- Gdzie Lisa ?- spytałam siedzącego Tobiasa
- Kate usiądź. - poprosił. Zdziwiłam się tym, że był taki spokojny.
- A rodzice ?- usiadłam tak jak poprosił
- Są z Lisą. - "są z Lisą" czyli Lisa żyje, uff.. to najważniejsze
- Wiadomo co to było? - spytałam
- Na razie nie,podobno jest w śpiączce.- to znaczy że nie było najlepiej, skoro była w śpiączce.
Strasznie ciekawiło mnie, co wywołało taki stan u Lisy. Strasznie się o nią martwiłam. Przeraziły mnie słowa taty "tracimy ją". Nie wiem co bym zrobiła, gdyby Lisa... Gdyby coś jej się stało.
- Tobias myślisz, że jest już wszystko dobrze ?- nie odpowiedział. Zachowywał się dziwnie. Jakby był na haju normalnie.
Nagle z wielkim hukiem otworzyły się drzwi.
- Katie !- Lucas podbiegł do mnie i mnie podniósł. Wtuliłam się w jego szyję.
- Wiesz co się stało?- szepnęłam
- Tak, wiem.- pocałował mnie w głowę- Wszystko będzie dobrze.- zapewnił
- Pani Kate Clarke?- usłyszałam gruby, starszy głos.
Luck postawił mnie z powrotem na ziemie, a ja odwróciłam się do doktora
- Tak, to ja.-
- Pani siostra się przebudziła, nie ma już drgawek ani gorączki. Ale chcę aby została na obserwacji do jutra.-
- A rodzice ?- spytał Tobias
- Państwo Clarke oznajmili mi, iż zostaną z córka na noc. To wszystko, przepraszam, ale muszę już iść. Dobranoc.- obrócił się i wyszedł z poczekalni.
- Ubierajcie się zawiozę was do domu.- powiedział Lucas.


***


Zatrzymaliśmy się przed domem o 20:00.
- O nie !- schowałam twarz w dłoniach.
- Co się stało? Tylko nie mów, że coś zostawiłaś.-
- Zapomniałam napisać do Kevina, że nie przyjdę na mecz. Kurde!- byłam zła na siebie. Na pewno było Kevinowi przykro, że nie zadzwoniłam ani nie napisałam, że nie mogę jechać.
- Miałaś iść na jego mecz? Serio?- spytał z niedowierzaniem.
- Czemu nie?- wzruszyłam ramionami
- Halo! Bo to palant !?- pomachał mi ręką przed oczami
- Spójrz na siebie.- prychnęłam
- Ululać was do snu czy sami zaśniecie?- uśmiechnął się
- Wal się - otworzyłam drzwi
- Uwielbiam cię, Katie - pogładził mnie po policzku. Złapałam jego rękę.
- Dziś łapy precz ode mnie, obraziłeś mojego przyjaciela. - udałam, że jestem na niego zła - Tobias wychodź, bo jak on coś jeszcze powie albo zrobi to chyba puszczę pawia !- Tobias się zaśmiał
- Pa Luck !- powiedział
- Cześć młody! -
Lucas odjechał, a my ruszyliśmy w stronę drzwi. Podałam Tobiasowi klucze
- Otwórz drzwi, idź się myć. Ja chwilę tu sobie posiedzę.- wziął je ode mnie
- Okay, ale przyjdź zaraz, bo jestem głodny.- pokazał na swój brzuch.
- Dobrze - wszedł do środka. Usiadłam na schodkach i spojrzałam w gwiazdy. Myślałam o tym jak Lisa umierała na kolanach taty, a trzy godziny później lekarz przekazał nam, że jest zdrowa jak ryba. To było trochę dziwne. Nagle poczułam coś obok swojej ręki. Spojrzałam na schodek, leżała tam mała, zwinięta,biała karteczka. Wzięłam ją i rozwinęłam :
" Jeśli jeszcze raz zbliżysz się do niego, to
nie Lisie, ale komuś innemu może coś się stać.
Twoja zasrana siostrzyczka byłą tylko ostrzeżeniem.
~ss "
Byłam przerażona.
Do kogo miałam się nie zbliżać ?
Zmęczona już całym tym popapranym dniem wstałam, schowałam karteczkę do tylnej kieszeni w dżinsach i weszłam do domu.






I jak Wam się podoba ?
Czekam na komentarze.
Wesołych Świąt !
Zapraszam
http://swiatdoniczego.blogspot.com/
Pozdrawiam,
SuSi PISARECZKA
Lydia Land of Grafic